Jambiani, Zanzibar
Każdy brat i każda siostra siada do obiadu. Jambo, wita się cała wioska. Jest przypływ, zatrzymał się czas. Kobiety piorą nad studnia, mężczyźni łowią ryby w swoich łodziach – każdy jest na swoim miejscu. Na orzeźwienie zalecam odpoczynek. Różnej muzyki trzeba słuchać w odpowiednich momentach. Bębny najlepiej brzmią przy blasku księżyca w pełni. Nie ma nic co może nas ograniczyć. Ważne, że jesteśmy razem, w nocy możemy grać w piłkę na plaży.
Plaża na Zanzibarze może być zarówno szeroka na 5 metrów, jak i na 700 metrów. Taki płat odsłania się przy każdym odpływie. Tak się zmienia to miejsce w ciągu każdej doby. Można obserwować widok przez cały dzień. Nie nudzi, a hipnozuje. Nie tylko ustępująca woda pracuje swoim ruchem. Kobiety z wioski wychodzą i sadzą sadzonki morskiej trawy. Młodsze kobiety i dzieci zbierają owoce morza, ostrygi i ślimaki są przysmakiem. Najstarsze kobiety zakopują rozprute łupiny kokosa, pod kamieniami, gdy przyjdzie przypływ łupiny zostaną zalane. Słona woda zmiękczy ich strukturę. Z rozbitych drewnianą pałką włókien kobiety zrobią sznurek. Plaża żyje swoim życiem. To także jeden ze szlaków komunikacyjnych, ale nie jest bardzo zatłoczony. Nie ma tak dużych płaskich powierzchni. Dzieci czekają do pełni. Wtedy przy naturalnym świetle mogą się też pobawić w nocy. Stają w kółko, recytują sobie znaną wyliczankę. Ostatnie słowo jest sygnałem do startu. Dwie osoby obiegają cały krąg i wracają na swoje miejsce. Jeżeli ganiacz złapie uciekającą, to muszą udawać małżeństwo.
Mateo i jego żona pochodzą z Włoch. Przez 12 lat co roku przyjeżdżali na Zanzibar na 2-3 miesiące. Rok temu spełnili swoje marzenie i wynajęli restaurację. Nazywa się Alfajiri. Ich biznes nie idzie dobrze. Kilka miesięcy temu niedaleko stał największy hotel w wiosce, ale spalił się tydzień po wygaśnięciu ubezpieczenia. To klienci tego hotelu byli głównymi klientami tego miejsca.
On gotuje włoską kuchnię, a ich pomocnik gotuje lokalne potrawy. Na przykład pilau, czyli ryż z przyprawami, jak cynamon, czy cury. Pilau może być podawane z owocami morza lub mięsem. Żona zajmuje się dostawami i finansami.
Odwiedziłem to miejsce kilka razy i naprawdę je polubiłem. Sam mógłbym mieć taką restaurację. Mimo, że im nie idzie, to w tym miejscu jest ogromny potencjał. Pewnego razu byliśmy jedynymi klientami. Wstałem, podszedłem do baru, żeby zapłacić i powiedziałem: Mateo mam kilka pomysłów na to miejsce. Jak zrobić z tego pierwszy lokal w Jambiani. Mateo zaczął za mną chodzić, a jak Magda Gessler oprowadzałem go po jego miejscu. Powiedziałem mu, żeby wprowadził tu klimat nadmorskiej knajpy: stare kotwice, wiosła, stare sieci, elementy obwiązane wytwarzanym kilkadziesiąt metrów dalej sznurkiem, kilka muszli wyłowionych z plaży. Zabrałem go na plaże i powiedziałem, jak ma oznaczyć to miejsce, bo jest trochę ukryte za murami szkoły, więc w nocy musi oświetlić wejście i napis restauracja, a po hotelach, żeby nie robić im konkurencji, ogłaszać się jako bar z koktajlami. Chciałbym, żeby mu ten biznes wypalił.