Zapatillas keys
Wieczorem poznałem Kate. Kate mogła mieć 18-cie lat, a mogła mieć znacznie mniej. Była niską blondynką, w białej sukience w stylu Marilyn Monroe. Chodziła boso. Zapytała, czy nie kupię u niej wycieczki, bo wczoraj była na imprezie i jak wychodziła z basenu, to pomyliła buty i wzięła dwa inne flip flopy (japonki) i teraz zbiera na nowe buty. Powiedziałem, ze jak będę wracał z obiadu i jeszcze będzie tu stać, to kupię tą wycieczkę. Kate na mnie czekała i zaprowadziła mnie do swojego biura. Na miejscu był naganiacz, który wskazał mi gdzie jest dobry kurczak z rożna. Od razu zaczął krzyczeć. Przecież to ja Cię przyprowadziłem. Wiadomo, że chciał, by prowizja 5$ poszła dla niego. Sekretarka, która, z banknotu 100$ miała mi wydać 80$ obliczyła resztę na kalkulatorze i wtedy zaczęła się do mnie uśmiechać znacząco. Mam powiedzieć dla kogo jest prowizja? Powiedziałem, że dla Kate. Mężczyzna trochę jeszcze się odgrażał przez okno, a gdy skończyłem kupować i wychodzić, to zaczął za mną iść. Zrobiło się nieciekawie, mężczyzna był natarczywy. Gdy był bliżej zacisnąłem prawą rękę w pięść i uderzyłem się w lewą pieś. Powiedziałem RESPECT. Mężczyzna był totalnie zaskoczony tym co zrobiłem. Powtórzył ten sam znak i powiedział: Ok, wybrałeś dziewczynę i odszedł. Wieczorem znowu spotkałem Kate po raz ostatni. Roznosiła ulotki dotyczące dzisiejszej imprezy.
Kate sprzedała mi wycieczkę na wyspę Zapatillas keys. Składała się z oglądania delfinów, nurkowania na rafie, przerwy na posiłek i pobycie na Zapatillas.
Wszystko było jak deja vu. Dopiero jak dopływaliśmy do Zapatillas wszystko się zmieniło. Wyszło słonce. Do plaży przybyło około 5 łodzi. W 2000 r. był tu realizowany reality show Survivors edycja hiszpańska. Statek wbili się rufą w plażę i wszyscy zeszli suchą noga. Dowiedziałem się od skippera, że wyspę można obejść w czasie dwóch godzin przeznaczonych na pobyt tutaj. Po prostu, gdy wszyscy z pięciu łodzi rozłożyli się na plaży, co zrobiło z niej kolejną publiczną plaże ja ruszyłem przed siebie. Zostałem sam. Nie wiedziałem jaki wyspa na kształt. Można było iść tylko plażą gęsto porośnięta palmami i lasem mangrowym, bo wnętrze wyspy było gęsto porośnięta dżungla. Poczułem się jak bym tu zaginął. Byłem spokojny, że zawsze odnajdę jednak drogę powrotną, po prostu zawrócę i będę szedł wzdłuż plaży. Plaża to pewny szlak komunikacyjny. Niewyznaczona droga, na której fale zacierają ślady. Taka była tez ta ścieżka. Mogłem iść przed siebie, lub mogłem zawrócić. Wtedy doszedłem do drugiego krańca wyspy. Plaża tutaj była bardzo podobna do tej do której przybiła moja łódka. W czasie trwania Survivors to musiał być obóz drugiej drużyny. Obie drużyny przebywały na jednej wyspie, tylko że z tego krańca można dojrzeć kolejna wyspę i fale są tu zupełnie inne, które delikatnie rozpływają się na lądzie. Spacer drugą stroną wyspy tęż był spokojniejszy. Nie musiałem wchodzić już do wody, by okrążyć większą kępę krzaków. Dotarłem do małej plaży. Z 8 osób pływało, a para Indian siedziała w cieniu palmy. Odkąd mnie zobaczyli nie spuszczali ze mnie wzroku. Szedłem pustą plażą, 8 turystów się kąpało, a para Indian nie spuszczała ze mnie wzroku. Po chwili zrozumiałem czemu wzbudzałem taka ciekawość. Napotkałem na nieprzedarty las mangrowy wchodzący głęboko w morze. Wszedłem w wodę i próbowałem go obejść. Gdy byłem zanurzony po pas, a końca lasu nie było widać zawróciłem. Indianie nie spuszczali ze mnie wzroku. Przyspieszyłem żeby zdążyć wrócić. Gdy wyłoniłem się na plażę zobaczyłem, że nie ma na brzegu ani jednej łodzi. Zacząłem jak rozbitek biec na koniec plaży. W wodzie była moja łódka. Zatrzymałem się na skraju plaży, popatrzyłem na łódkę i zrozumiałem, że skipper nie ma zamiaru po mnie wrócić. Uśmiechnąłem się i pomyślałem, że to będzie naprawdę śmieszny dodatek dla pasażerów, bo łódka była na tyle głęboko, bo będę musiał zanurzyć się prawie cały, a w uniesionych rękach nieść wysoko nad głową swój plecak. Podałem plecak i wchodząc po metalowej drabince przygotowanej na ta okazję zająłem swoje miejsce. Zapytałem się która godzina. Była 1550, czyli zostało 10 minut do odpłynięcia. Spytałem, czemu wszyscy są w łodzi, skoro zostało jeszcze 10 minut? Bo wszyscy się już zebrali. Silnik ruszył, za zakrętem wyspy zobaczyłem, ten sam las mangrowy który zatarasował moją drogę. W sumie nie był zbyt długi, ale musiałbym się cały zmoczyć. Tak, czy siak zamoczenie było mi pisane…
Poprzedni wpis: Dwie godziny minęły jak jedna chwila |